Była godzina 18:14. Za oknem śnieg otulał swoimi pierwszymi płatkami drzewa i krzewy. Na oknie pojawiły się delikatne witraże, które utworzył lód. Było w prost bajecznie. Sytuacja w domu jednak taka nie była. Własnie dziadek wrócił do domu. Jak zwykle po wejściu musiał trzasnąć drzwiami i powiedzieć "kurcze" swoim chamskim i grubym głosem. Wiedziałem, że znowu zacznie się powtórka z rozrywki. Nie myliłem się. Chwilę po tym jak ściągnął buty i wszedł do kuchni, dotarł do mnie przeraźliwy huk powstały z rozbijających się talerzy o podłogę. Jak zwykle, przeraziłem się. Zacząłem uciekać szybko do łóżka i udawałem, że śpię.
Teraz nie wiem po co to robiłem. Może gdybym tego nie robił powstrzymał bym go przed pobiciem mojej matki? W tedy moje myślenie było inne. Nie chciałem po prostu oglądać rozgrywających się scen. Nie chciałem patrzeć jak moja mama płacze. Nie chciałem widzieć krwi wylewającej się z nosa biednej kobiety.
Pod kocem czułem się po części winny ale też bezpieczny. Przecież każde dziecko gdy boi się potworów ucieka pod pościel ze świadomością, że tu go nie dorwie. Tak samo było ze mną. Zakrywałem się calutki i zatykałem uszy. Podnosiłem się dopiero wtedy, gdy matka siadała na łóżku i głaskała mnie przez gruby koc. Wiedziałem, że to już koniec, że sobie poszedł.
Od razu odkrywałem głowę patrząc jak moja mama z sinym okiem, pełnej krwi twarzy, mówi do mnie, że mnie kocha i nigdy mnie nie opuści. Te słowa zawsze sprawiały, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Byłem szczęśliwy, że jest osoba, która tak mnie kocha i potrafi cierpieć aby nie dopuści tego gnojka do mnie. Ja odpowiedziałem wtedy, że wszystko będzie w porządku i kiedyś na pewno uwolnimy się z tego strasznego miejsca. Mówiłem, że na pewno los się do nas uśmiechnie i będziemy szczęśliwi. Kazałem mamie iść umyć twarz i położyć się spać aby miała siły następnego dnia. Mój skończył się wtedy kiedy poszła się myć.
*
Następny dzień zaczął się tak samo jak poprzednie. Monotoniczność w tym wieku mi w 100% odpowiadała. Na śniadanie dostałem bułkę z masłem i jogurt truskawkowy. To był mój ulubiony zestaw od prawie dwóch lat! Nie wyobrażałem sobie dnia kiedy mama powiedziałaby mi: "Dziś na śniadanie zjesz chleb z szynką" . To by był jakiś dramat. Po prostu tragedia!!! Po zjedzeniu musiałem umyć ząbki, buźkę i iść do przedszkola oddalonego dosłownie 200 m od domu. Mimo wszystko, nie chciało mnie się wychodzić z domy gdy widziałem z okna opatulonych ludzi w szaliki, rękawiczki i czapki. Chciałem siedzieć w domu przy grzejniku i czytać "Przygody Simbada żeglarza". Ta książka była dla mnie czymś wyjątkowych. Chciałbym jak bohater powieści uciec i spotkać tak fascynujących ludzi na swojej drodze,a także być takim bohaterem jak on. Niczego się nie bać. Wiedziałem jednak, że mnie w tym momencie na to nie stać. Bałem się... Wszystkiego się bałem. Nie tylko dziadka. Bałem się pająków, komarów, węży i innych dzikich zwierząt. No cóż taka moja natura. Niestety nie mogłem mieć tego co chciałem. Mama chodziła do pracy, a ja nie mogłem zostać sam w domu. Musiałem pójść do przedszkola gdzie miałem pełną opiekę i ciepły posiłek.
No i wyszliśmy. Od razu poczułem kujące, ostre powietrze przedostające się do moich nozdrzy i powodujący łzy. To uczucie nie trwało długo bo po niecałych 3 minutach byliśmy na miejscu. Gdy otworzyliśmy drzwi przedszkola, zawsze spoglądaliśmy na jadłospis z ciekawością, co będę jadł na obiad. wtedy było napisane, że będą to pierogi leniwe i surówka z marchewki. Mój ulubiony posiłek!
Udaliśmy się następnie do mojej szafki gdzie była teczka z Kubusiem Puchatkiem na okładce, kapcie i kredki świecowe. Usiadłem na półce i zdjąłem swoje nowe trapery. Uwielbiałem je. W podeszwie miały metalowe ząbki, dzięki którym mogłem podejść po drodze pokrytej lodem. Założyłem swoje kapcie, również z Kubusiem Puchatkiem. W końcu to moja ulubiona bajka była. Gdy już byłem przygotowany do pójścia na sale, mama przytulała mnie czule i dawała delikatnego i dyskretnego całusa w policzek. W końcu to taki wiek gdzie już trochę się tego wstydziłem. Wtedy odchodząc pomachałem równie szybko i dyskretnie do mamy i czekałem aż mi odmacha. Gdy to zrobiła, znikałem za ścianą i biegłem do swoich kolegów z grupy.