wtorek, 30 grudnia 2014

Powiedzmy, że to pierwszy rozdział...

Była godzina 18:14. Za oknem śnieg otulał swoimi pierwszymi płatkami drzewa i krzewy. Na oknie pojawiły się delikatne witraże, które utworzył lód. Było w prost bajecznie. Sytuacja w domu jednak taka nie była. Własnie dziadek wrócił do domu. Jak zwykle po wejściu musiał trzasnąć drzwiami i powiedzieć "kurcze" swoim chamskim i grubym głosem. Wiedziałem, że znowu zacznie się powtórka z rozrywki. Nie myliłem się. Chwilę po tym jak ściągnął buty i wszedł do kuchni, dotarł do mnie przeraźliwy huk powstały z rozbijających się talerzy o podłogę. Jak zwykle, przeraziłem się. Zacząłem uciekać szybko do łóżka i udawałem, że śpię. 
Teraz nie wiem po co to robiłem. Może gdybym tego nie robił powstrzymał bym go przed pobiciem mojej matki? W tedy moje myślenie było inne. Nie chciałem po prostu oglądać rozgrywających się scen. Nie chciałem patrzeć jak moja mama płacze. Nie chciałem widzieć krwi wylewającej się z nosa biednej kobiety. 
Pod kocem czułem się po części winny ale też bezpieczny. Przecież każde dziecko gdy boi się potworów ucieka pod pościel ze świadomością, że tu go nie dorwie. Tak samo było ze mną. Zakrywałem się calutki i zatykałem uszy. Podnosiłem się dopiero wtedy, gdy matka siadała na łóżku i głaskała mnie przez gruby koc. Wiedziałem, że to już koniec, że sobie poszedł. 

Od razu odkrywałem głowę patrząc jak moja mama z sinym okiem, pełnej krwi twarzy, mówi do mnie, że mnie kocha i nigdy mnie nie opuści. Te słowa zawsze sprawiały, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Byłem szczęśliwy, że jest osoba, która tak mnie kocha i potrafi cierpieć aby nie dopuści tego gnojka do mnie. Ja odpowiedziałem wtedy, że wszystko będzie w porządku i kiedyś na pewno uwolnimy się z tego strasznego miejsca. Mówiłem, że na pewno los się do nas uśmiechnie i będziemy szczęśliwi. Kazałem mamie iść umyć twarz i położyć się spać aby miała siły następnego dnia. Mój skończył się wtedy kiedy poszła się myć. 
                                                                               
                                                                                 *

Następny dzień zaczął się tak samo jak poprzednie. Monotoniczność w tym wieku mi w 100% odpowiadała. Na śniadanie dostałem bułkę z masłem i jogurt truskawkowy. To był mój ulubiony zestaw od prawie dwóch lat! Nie wyobrażałem sobie dnia kiedy mama powiedziałaby mi: "Dziś na śniadanie zjesz chleb z szynką" . To by był jakiś dramat. Po prostu tragedia!!! Po zjedzeniu musiałem umyć ząbki, buźkę i iść do przedszkola oddalonego dosłownie 200 m od domu. Mimo wszystko, nie chciało mnie się wychodzić z domy gdy widziałem z okna opatulonych ludzi w szaliki, rękawiczki i czapki. Chciałem siedzieć w domu przy grzejniku i czytać "Przygody Simbada żeglarza". Ta książka była dla mnie czymś wyjątkowych. Chciałbym jak bohater powieści uciec i spotkać tak fascynujących ludzi na swojej drodze,a także być takim bohaterem jak on. Niczego się nie bać. Wiedziałem jednak, że mnie w tym momencie na to nie stać. Bałem się... Wszystkiego się bałem. Nie tylko dziadka. Bałem się pająków, komarów, węży i innych dzikich zwierząt. No cóż taka moja natura. Niestety nie mogłem mieć tego co chciałem. Mama chodziła do pracy, a ja nie mogłem zostać sam w domu. Musiałem pójść do przedszkola gdzie miałem pełną opiekę i ciepły posiłek. 
No i wyszliśmy. Od razu poczułem kujące, ostre powietrze przedostające się do moich nozdrzy i powodujący łzy. To uczucie nie trwało długo bo po niecałych 3 minutach byliśmy na miejscu. Gdy otworzyliśmy drzwi przedszkola, zawsze spoglądaliśmy na jadłospis z ciekawością, co będę jadł na obiad. wtedy było napisane, że będą to pierogi leniwe i surówka z marchewki. Mój ulubiony posiłek!
Udaliśmy się następnie do mojej szafki gdzie była teczka z Kubusiem Puchatkiem na okładce, kapcie i kredki świecowe. Usiadłem na półce i zdjąłem swoje nowe trapery. Uwielbiałem je. W podeszwie miały metalowe ząbki, dzięki którym mogłem podejść po drodze pokrytej lodem. Założyłem swoje kapcie, również z Kubusiem Puchatkiem. W końcu to moja ulubiona bajka była. Gdy już byłem przygotowany do pójścia na sale, mama przytulała mnie czule i dawała delikatnego i dyskretnego całusa w policzek. W końcu to taki wiek gdzie już trochę się tego wstydziłem. Wtedy odchodząc pomachałem równie szybko i dyskretnie do mamy i czekałem aż mi odmacha. Gdy to zrobiła, znikałem za ścianą i biegłem do swoich kolegów z grupy. 

poniedziałek, 29 grudnia 2014

No i przyszedł czas na normalny post...

Cześć. Może jestem trochę naiwny myśląc, że zaraz ktoś przybędzie znikąd i da mi szanse na lepsze życie. Nawet nie może. Na pewno! Jednak człowiek może sobie czasami pomarzyć prawda. Wypadałoby napisać co jest tego przyczyną ale myślę ,ze to za wcześnie. Wolę na razie abyście poznali bardziej moją osobę a nie historię mojego życia. A z resztą. Kto mnie tu k**wa zna! Niech będzie....


Urodziłem się w zimny listopadowy poranek. Z tego co słyszałem, akurat w tym dniu spadł pierwszy śnieg. Nie wiem czy był to jakiś znak czy nie. Wiem tylko ,ze dla mnie oznacza to zje**ne życie. Nie chce cały czas zanudzać dlatego przejdźmy do rzeczy.
Gdy miałem 3 miesiące okazało się, że mój "ukochany tatuś" w ogóle mnie nie kocha. Tak naprawdę to mnie nie boli tak bardzo ale to, że olał moją matkę i zostawił ją na pastwę losu już tak. Przez to jedno nic nie znaczące dla mnie wydarzenie wpłynęło na mnie to co się dzieje ze mną teraz. Dzięki niemu straciliśmy cały dorobek, który zawdzięczać powinienem w większości mojej matce. To ona się starała, ona chciała jak najlepiej, to ona chciała abym był najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem. Niestety nie każdy ma to co by chciał. Tak własnie jest w moim przypadku...

Gdy już ojciec pozbawił Nas wszystkiego, musieliśmy przeprowadzić się do dziadka. Pewnie wyobrażacie sobie pełnego radości i uśmiechu człowieka z siwą brudkom i założonymi okularami. Taki on jednak nie jest. Wielki zgarbiały grubas o niewielkich szarych oczach z powykrzywianą i czerwoną gębą od alkoholu. Tak własnie można go opisać. Nosił rzeczy te same przez kilka dni, a może nawet tygodni. Nie przyglądałem mu się uważnie lecz zawsze był podobnie ubrany (szara koszulka, przetarte jeansy i czarne skarpety). Typowy dla jego urody styl, który tylko go postarzał i poszerzał jego sylwetkę. Nie wiem dlaczego ale nawet inaczej sobie teraz swojego dziada nie wyobrażam. Dla mnie ten odłam rodziny zawsze będzie kojarzył się ze srogością i brzydkim wyglądem.
U dziadka nigdy nie było miło. Od kiedy skończyłem sześć lat wszystko pamiętam więc od tego momentu spokojnie mogę zaczynać swoją opowieść.

Na tym zakończę tego posta. Od następnych będę pisał to co się działo aż do dnia dzisiejszego z moim życiem. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta i zrozumie, że gdy ma się dach nad głową, co jeść i uśmiechniętego członka rodziny to znaczy, że jest prawie najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem.

Wypadałoby napisać coś o mnie...

Witajcie. Nazywam się Karol. Pewnie będziecie zaskoczeni ale nie wiem o czym będę pisał. Nie będzie to jednak modowe szaleństwo, bo mnie na to nie stać, motoryzacyjne newsy też nie, bo się tym nie interesuję ani muzyczne szaleństwo ponieważ na tym się kompletnie nie znam. Myślę, że na tym blogu będę po prostu pisał to co mi ślina na język przyniesie. Nie będę zwracał uwagi na interpunkcję i składnie zdania. Po prostu będę pisał luźno. Tak aby każdy mógł to zrozumieć. A nawet gdyby ktoś nie zrozumiał to nie wiem czy będzie żałował ;) Także ten... Zanim napisze kolejny post, proszę o jedno. Nie podoba się wam to co przygotowuję to po prostu opuśćcie stronę. Nienawidzę chamstwa i obłudy.  Nie lubię osób, które myślą, że coś znaczą a tak naprawdę są tylko małym iglaczkiem pośród pełnego choinek lasu.